sobota, 7 września 2013
Recenzja książki "Wyklęta"
Z przykrością muszę stwierdzić, iż zawiodłam się na pani Caine. Kocham, po prostu kocham "Wampiry z Morganville", które zawładnęły moim sercem już od pierwszej kartki. Sądziłam więc, że kolejna książka autorki okaże się chociaż w połowie tak dobra jak jej debiutancka seria. Niestety, jak już wspomniałam wcześniej, zawiodłam się.
Książka strasznie mi się dłużyła, czytałam ją niczym trudną lekturę szkolną. Nie umiałam się na niej w ogóle skupić, a miejscami nie umiałam również zrozumieć, o co chodzi. Strasznie irytowała mnie główna bohaterka, Cassiel. Prawie na każdej stronie mówiła o tym, jak to było wtedy, kiedy była dżinem oraz jak bardzo nie chciała się mieszać w ludzkie sprawy. Nawet miłosny wątek tu nie pomógł. Brakowało mi tu również kogoś takiego jak Shane Collins.
Skąd więc ocena 3, a nie 1? Proste: pomysł. W dzisiejszych czasach pisarki piszą głównie o wampirach, które wypijają krew. Rachel postawiła na dżiny. Pomysł z czerpaniem energii poprzez strażników był całkiem fajny. Stąd moja ocena.
Nie wiem dlaczego "Wyklęta" mi się nie spodobała. Może to dlatego, że nastawiłam się na to, iż to będzie coś podobnego do "Wampirów...". Jednak wciąż liczę na to, iż kolejne książki Rachel Caine będą bardziej wciągające. Osobiście nie sięgnę po kolejne części "Wyklętej".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz