niedziela, 18 maja 2014

Światło dnia

Autor:
Cassandra Clare

Tytuł oryginału:
Morganville Vampires Series Daylighters Houses.

Wydawnictwo:
Amber

Moja ocena:
brak odpowiedniej skali :)



Morganville zmieniło się… w śmiertelną pułapkę dla nieśmiertelnych.
Coś wydarzyło się w Morganville pod nieobecność Claire i jej przyjaciół. Miasto wydaje się bardziej czyste, radosne, ale Claire, Shane, Michael, Jesse i reszta zaraz po przyjeździe są zatrzymani przez policję i brutalnie rozdzieleni. Ludziom wolno pozostać w mieście, za to nieumarli znikają, wywiezieni w nieznanym kierunku… Coś niedobrego dzieje się również z Shane’em. Cudowny chłopak Claire niepokojąco się zmienia… Miastem rządzi teraz fundacja Światło Dnia. Obiecuje mieszkańcom coś, o czym zawsze marzyli – przyszłość bez wampirów. To brzmi jak wyzwolenie, lecz prawda jest o wiele bardziej przerażająca. A Claire odkrywa, że musi znaleźć sposób, by uwolnić swoich nieśmiertelnych przyjaciół, zanim dla wampirów z Morganville zapadnie wieczny zmierzch…

!!!UWAGA, SPOILERY!!!
A więc to już jest koniec, stało się. Mimo możliwie jak najdłuższego przeciągania lektury, po tylu wspaniałych latach nadszedł czas na całkowite rozstanie się z Morganville - miastem rządzonym przez wampiry.

Gdy sześć lat temu, w moje urodziny, dostałam pierwszą część książki ("Przeklęty dom") wiedziałam, iż rozstanie się z nią będzie niezwykle trudne. Nie myliłam się, a nawet było gorzej, niż mogłabym to sobie wyobrazić. Po dzisiejszym przeczytaniu ostatniego słowa "Światła dnia" moje serce jakby zamarło. Po policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy oraz poczułam, że pewna część mnie umarła. Przez sześć lat dzieliłam je z czwórką najlepszych postaci, jakie mogły kiedykolwiek zostać wykreowane - Claire Danvers, Shane'm Collinsem, Eve Rosser i Michaelem Glassem. Stali się moimi najlepszymi przyjaciółmi, którzy na zawsze pozostaną w moim sercu i w mojej wyobraźni. KOCHAM ICH. Będzie mi brakować tych wszystkich przekomarzanek między Shane'm i Eve oraz pakowania się w kłopoty przez Claire. Znów mi się zbiera na łzy... wszystko przez te wspomnienia...

Książka od początku do końca jest świetnie napisana. Zwroty akcji, postacie, wszystko to jest dokładnie przemyślane. Podobał mi się pomysł ze wściekłymi psami, no bo Shane jako wilkołak... bezcenne! Jednakże trochę tego było za mało i za szybko wyleczyli chłopaka. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie nieco zawiodła - Mike. Jak to możliwe, że już nie jest wampirem!? Od samego początku był... martwy, a teraz mogliśmy go oglądać jako wesołego, ŻYWEGO chłopaka. Jednak to pewnie kwestia przyzwyczajenia... zresztą, ja i tak jestem zakochana w Collinsie.

Autorka kończy również słowami "Teraz to od Was zależy kontynuowanie tych przygód w waszej wyobraźni i waszych marzeniach, by z pasją walczyć o tych, których kochacie. W drogę! Przygoda czeka." A co, jeśli ja nie jestem w stanie sama kreować tych przygód? Co, jeśli potrzebuję więcej części bardziej niż powietrza? Wiem, wiem... zawsze mówię, że najlepiej jest, gdy książka ma maksymalnie 4 części, ale "Wampiry z Morganville" to nie książka... to moje życie. Jednak wiem, że teraz muszę się z tym pogodzić i nauczyć żyć bez gangu domu Glassów. To będzie naprawdę trudne... i znowu po policzkach cieknął łzy...

A no właśnie... Shane i Claire, nareszcie doczekałam się tego wspaniałego momentu, którego tak długo oczekiwałam - ich ślubu. Czytając pierwszą część pragnęłam by byli razem i na sam koniec dostałam coś tak wspaniałego. Jedno z moich marzeń się spełniło.

Nie jestem w stanie pisać więcej. Trudno mi rozstać się z tym miastem i wszystkimi chwilami pełnymi radości, ale i łez. Serce mi się ściska, a w gardle mam wielką kulę, którą trudno jest przełknąć. Dziękuję Rachel Caine za podarowanie mi sześciu lat wspaniałego życia i emocji oraz nauczenie mnie, że trzeba walczyć o swoje marzenia. Nigdy Ci tego nie zapomnę.

Jednak, jak to napisała wcześniej pani Caine:

"Witamy w Morganville!
Nie będziesz chciał stąd wyjechać.
A nawet jeśli... no cóż, nie możesz."

Oj tak... nigdy nie będę wstanie wyjechać... Stand my ground, I won't give in.

PS. Chyba czas zacząć pisać fanfictions...