NIE ZRAŻAJCIE SIĘ!
WzM czytałam ładnych parę lat temu, ale dawno nie dodawałam recenzji, więc postanowiłam, że czas się odezwać. Czemu akurat ta książka? Bo ją kocham, znajduje się na pierwszym miejscu moich trzech ukochanych serii, a już w marcu będę miała 11 (i niestety ostatni) tom najlepszej serii książek na świecie.Nie mam zamiaru pisać o czym jest książka, bo to jeden z najbardziej znanych paranormali o wampirach na całym świecie, więc chyba każdy tak naprawdę wie o co w niej chodzi. Cóż, w takim razie od razu przechodzę do wrażeń...
Podoba mi się w niej wszystko: szesnastoletni Einstein w spódnicy, który ma wyjątkowy talent do wpadania w kłopoty (Claire Danvers), seksowny, przystojny, łobuzerski i lubiący aż nazbyt często wypić zabójca pikselowych zombie (mój i tylko mój Shane Collins ♥), urocza Gotka, która jest jednocześnie oddaną przyjaciółką (Eve Rosser) i słodki blondasek brzdąkający na gitarze (Michael Glass). Do tego dochodzi fakt, iż pani Caine pokazała wampiry takie, jakie powinny być: zimne, łaknące krwi, podstępne, przebiegłe i nie mające w sobie ani krzty współczucia. To, co jeszcze tutaj lubię, to silna więź i przyjaźń między "gangiem domu Glassów". Pamiętam, że zawsze im zazdrościłam. Może nie tylko przyjaźni, ale również przygód i oddania. Kocham również dom Michaela. Chciałabym kiedyś w takim mieszkać. Najlepiej z trójką najlepszych przyjaciół *śmiech*. Nie wiem też czemu, ale za każdym razem, gdy ją czytam, widzę wszystko inaczej. Za każdym razem odkrywam coś, co przeoczyłam poprzednio. Tak więc "Morganville Vampires" jest pełna niespodzianek i nie da się nią znudzić, to mogę wam zagwarantować. A jak nie, to niech mnie "Dracula w tyłek ugryzie" - nieco przerobiony cytat Shane'a z innej części.
Nawet nie wiem, jak mogę opisać moją miłość do tej książki. "Morganville Vampires" to jedna z moich trzech ukochanych serii, dla której byłabym gotowa zabić. Nie waham się. Mimo, iż czytałam ją setki razy, znam na pamięć wszystkie dialogi między Shane'm i Claire, mogę recytować wszystko po kolei, wydałam pieniądze na pierwszą część pierwszego tomu i to nie koniec. Mam zamiar skompletować calusieńką serię złożoną z 11 tomów (jak to możliwe, że w wersji ang. jest 15? o.O). Kieszonkowe nie gra tu większej roli, bo gdy jakaś książka zawładnie twoim sercem, nie umiesz jej z niego wyrzucić i zakorzenia się w tobie już na zawsze. Pozostaje tylko czekać na film, który kręcą i kręcą i nakręcić nie mogą ;/
Na zakończenie, mam tylko jedno ostrzeżenie dla tych, którzy jeszcze nie dali się porwać w wir wampirzych opowieści i nie poznali jeszcze Claire, Shane'a, Eve i Michaela:
Nie będziesz chciał stąd wyjechać.
A nawet jeśli... no cóż, nie możesz.
Przykro mi.
Przykro mi, ale Shane jest mój mój mój mój! :P
OdpowiedzUsuńNo chyba nie, ja mogę oddać Michaela albo Myrnina, bo Shane is mine ;p
Usuń